29 sierpnia 2004

# 60

Najpierw drzwiami od windy uderzyłam się w duży palec. Całkiem słodko robi się wtedy w ustach i takie fajne obrazki w głowie latają. Zwłaszcza jak się ma japonki na sobie. Potem, jako że nie lubię asymetrii, idąc na boso po mieszkaniu u Kritr, jebut drugą nogą o framugę. Mały palec najpierw pulsował, potem spuchł, i mimo natychmiastowej interwecji (ocet, buzi w stópkę) boli mnie do tej pory. Mam nadzieję, że na tym koniec, bo niewygodnie mi będzie w Tunezji w gorsecie gipsowym. I trochę za ciepło.

2 komentarze:

Ethaniel Black pisze...

Jestem pod prawdziwym wrażeniem... :)
Nie do końca jestem pewny czego bardziej - historii jakie życie Tobie gotuje Milady, czy sposobu w jaki potrafisz je uchwycić... zapewne kombinacji tychże.
Ten blog kiedyś się doczeka publikacji w postaci hardcopy :).
A zatem... Udanego wyjazdu :).. coś jednak mi mówi, że może on zaowocować kolejnymi ciekawymi wpisami... ale traktując takie sprawy z lekkim przymrużeniem oka powinno być OK.
No tak - i oczywiście najważniejsze - jak się nie wyrobi na lotnisko, to można liczyć na autograf pocztą? .. Wyślę kopertę zwrotną z kwiatami i zwilżonymi chusteczkami (na słono ;)) I obiecuję posłać ducha opiekuńczego w ślad za samolotem co by pociski strącał... To jak? Dostanę? Dostanę? Plizzzz?! ;))

Lake of Fire pisze...

Dziękuję! Za wspaniały komplement, za miły komentarz :)
Lubię pisać, chociaż mnie czasem do tego mój osobisty Mężczyzna Mif musi przymusić, ale to dobrze (to jest mój menadżer, pilnuje terminów :)
I wielkie dzięki za opiekuńczego ducha, na pewno się przyda i będziemy się czuli bezpieczniej te ileśtamset metrów nad ziemią.